Ponton na ostrzu noża.

Słuchajcie, byłam w zeszłym tygodniu na koncercie Pidżamy Porno w CK Wiatrak w Zabrzu. W tym samym Wiatraku byłam też na pożegnalnym koncercie Pidżamy prawie 10 lat wcześniej. I jeszcze kilka lat wcześniej tak bez okazji.

Wchodzę przez bramę budynku wybudowanego w 1872 roku, w którym już w XIX wieku urządzano potańcówki i co widzę?

W pierwszym momencie w oczy rzuca się wyremontowanym strop. Ze świeżo położonym drewnem. Oj pamiętam jeszcze czasy, w których ten strop spadał wprost na głowy tańczących pogo koncertowiczów. Nie tylko zresztą na koncertach Pidżamy.

Sentyment sentymentem, ale bezpieczeństwo koncertowiczów jest najważniejsze.

Czy chwaliłam się już kiedyś, że chciałam pisać pracę magisterską z tekstów Grabaża? Nie? No to się pochwalę.

W jednym z wywiadów z 2010 roku, wyczytałam, że wtedy było ich już sześć i tak się cały czas zastanawiam czy ta moja nie byłaby czasem tą pierwszą?

Kurczę. Mogłam być ta prekursorką. No ale coś nie udało się.

Niejednokrotnie spotykałam się z opinią, że teksty Grabaża ocierają się o grafomanię. Że są niezrozumiałe.

Nie mogę się z tym zgodzić, chociaż poezji od zawsze nie znoszę.

Poezja dla mnie i według mnie to taka bardzo zmanierowana i mocno zagmatwana proza.

Za wyjątkiem poezji dwudziestolecia między wojennego.

Uwielbiam wiersze Juliana Tuwima, nie tylko dlatego, że wychowałam się na jego „Wierszach dla dzieci”, książce z przepięknymi ilustracjami, którą w prezencie otrzymała od swoich chrzestnych  jeszcze moja mama. Taką „Zosię Samosię” i „Murzynka Bambo” mogę cytować do dzisiaj.

I do dzisiaj też nie rozumiem dlaczego wiersz, w którym podmiot liryczny mówi o tym, że zwyczaje dzieci nie różnią się niczym bez względu na szerokość geograficzną, został uznany za niepoprawny politycznie.

Mniejsza z tym. Wróćmy do rzeczy. Skończyliśmy na Julianie Tuwimie. Ale jak już wcześniej pisałam, wiersze z kręgu Skamandra, mimo że uznane za bardzo komercyjne (a tak na marginesie, wydaje mi się że komercyjne, bo zupełnie zrozumiałe), do dziś cieszą się niezmiernym powodzeniem. Nawet jeśli cieszą się nim tylko u mnie i w moich oczach totalnej poetyckiej ignorantki, to i tak jest to powodzenie niezmierne.

Kolejną grupą, mimo że tworzącą poezję już nie tak „komercyjną” jak Skamander, ale, i tak, o dziwo, do mojej poetyckiej ignorancji przemawiającej, są oczywiście futuryści, z Brunonem Jasieńskim na czele.

A z Brunonem Jasieńskim na czele, ponieważ napisał on kiedyś wiersz pod tytułem „But w Butonierce”, od którego to wiersza nazwany został cały wydany w 1921 tom wierszy.

Ostatnia jego zwrotka brzmi tak:

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.

Same nogi mnie niosą gdzieś — i po co mi, gdzie?

Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE,

Tym co za mną nie zdążą echopowiem: — Adieu! —

 

But w butonierce? Marchew w butonierce? Coś wam to mówi? Bo mi tak.

Nie wiem czy mój trop w poezji futurystycznej dwudziestolecia międzywojennego jest słuszny. Pewnie przekonam się o tym na gwiazdkę, gdyż już zrobiłam specjalne zamówienie u „dzieciątka”, które obiecało mi przynieść „Gościu. Auto-Bio-Grabaż”, w którym bohater zdradza co niektóre tropy swoich tekstów.

Gdyby to kogoś to interesowało, to cały ten wywiad z 2010 roku można znaleźć tutaj.

Dopóki jednak tej biografii nie posiadam, pobawię się w takie zwykłe szkolne „łowienie” tropów literackich w jednym z tekstów, jednego z moich ulubionych (a co? tak właśnie jest!) polskich tekściarzy :)

Całkiem możliwe, że widzę te tropy, ponieważ najwrażliwsza jestem na odniesienia do poezji przedwojennej (tak; całkiem możliwe, że tylko dlatego, że tylko tę poezję rozumiem). Ale nie będę ukrywać, że prawdopodobnie tylko w ten sposób tekst mojej ulubionej piosenki Pidżamy Porno jest dla mnie w pełni zrozumiały.

Konkretnie chodzi o tę piosenkę

Oprócz wspomnianych powyżej grup poetyckich istniała jeszcze trzecia, której, oczywiście moim dyletanckim, choć niby filologicznie wykształconym zdaniem, najwybitniejszym przedstawicielem był Julian Przyboś z jego „fallicznymi krajobrazami dymiącymi chucią”. Tak. Chodzi o Awangardę Krakowską. A zdanie z cudzysłowa pochodzi z opracowania poezji Juliana Przybosia w Bibliotece Narodowej, na który to temat musiałam niegdyś, nieźle się zresztą rumieniąc mimo ukończonych już dwudziestu jeden lat, wygłosić referat.

Nie będę się wdawać w jakieś szczegóły dotyczące rozkminiania poezji tej grupy poetyckiej, bo interesujące są dla nas tutaj tylko dwa. A mianowicie ekwiwalentyzacja uczuć, czyli prezentowanie obrazu będącego ekwiwalentem uczuć oraz używanie skrótów myślowych i skondensowanej metafory.

I tak. Tytuł tego wpisu oczywiście że nawiązuje do tytułu piosenki Pidżamy. Tylko że zanim dotarłam do oryginalnego tekstu, w piosence zamiast „bon ton na ostrzu noża”, a więc stawianie na szali swojego dobrego wychowania, słyszałam „ponton na ostrzu noża” czyli w moim mniemaniu coś, co ma za zadanie ratować życie, może poprzez nieznaczny ruch ulec zniszczeniu. Całe powietrze zgromadzone w przedmiocie, który dzięki temu unosi się na wodzie – ulotni się. Co poniekąd też się zgadza z dalszym tekstem piosenki.

W sercu mam mezalians
W ręku widnokręgi
We łbie pożar morza

Jako że podmiot liryczny stawia na szali swoje wychowanie (tak, tak, moim zdaniem podmiot liryczny nieskończenie pożąda Elki), jest to dla niego mezaliansem, czyli zachowaniem nieodpowiednim w stosunku do powszechnie uznanych obyczajów. Owe widnokręgi w rękach, to zwyczajnie brak ograniczeń (podmiot liryczny nie wie co zrobić z rękami?). A pożaru morza we łbie chyba już nie muszę tłumaczyć ;)

Tylko ten jeden raz błagam Ciebie
Skok na cud
I czy zdołamy?
Nim dopadną nas na złe i dobre zmarszczki i kilogramy
Moje zwidy i herezje
Pan Amok czy Pan Kurz?
Szemrze szeptak szemrze

Ten cud można interpretować na różne sposoby. Chociaż ładniej rzecz ujmując i niezbyt dosłownie (a co? czy musimy wszystko nazywać po imieniu?) najpewniej podmiot liryczny chce się totalnie zatracić w Elce, zanim ich ciała się zestarzeją.

Zostań nieśmiertelnym wierszem
Bądź…
Tylko ten jeden raz błagam Ciebie Elka
Dyskretny nonsens lustra
Stoję sam na przystanku w świętej matni
Pan Kurz kradnie Tobie usta

Tutaj mamy akurat bardzo romantyczne odwołanie. Nieśmiertelnym wierszem bądź, czyli akt, o który podmiot liryczny wręcz żebra, unieśmiertelni bohatera lirycznego. Nonsens lustra, czyli prawdopodobnie uroda bohatera lirycznego. Nonsens, czyli coś bez sensu, ponieważ lustro nie może tego (urody Elki?) odbić.

No i tutaj Pan Kurz, który wydzielany, prawdopodobnie, przez spaliny autobusu, osiadając na ustach bohaterki, też jest już zupełnie zrozumiały… Prawda, że to romantyczne? Dla mnie tak.

Tylko ten jeden raz błagam Ciebie
Może wreszcie trafią w cel pioruny
Ten beznadziejny świat przełamie się na pół
Pocałują się bieguny

Tutaj też chyba nie muszę tłumaczyć obrazu, w którym przeciwieństwa się łączą w zupełną całość i mimo czegoś niemożliwego, stają się kompletne.

Może nie tyle jest to żebranie o doznanie cielesne, ile fantazje podmiotu lirycznego na temat pięknej dziewczyny dostrzeżonej na przystanku.

Co nie zmienia faktu, że skondensowane metafory, powodują powstawanie obrazów doskonale przedstawiających amok, w jakim znajduje się podmiot liryczny.

Z tych bardzo obrazowych metafor pamiętam jeszcze „Jesteś podwiniętą rzęsą pod moją powieką” z „One Love”. Równie romantyczna metafora obrazująca osobę, której obraz nie pozwala zamknąć oczu, gdyż tym samym powoduje ból (rozstania?).

Takie to właśnie myśli nachodziły mnie podczas koncertu w Wiatraku, mimo że utwór ten nie został wykonany. Niestety nie jest sztandarowym przebojem Pidżamy. A może szkoda. Może nawet nie tylko mnie :)

 

 

 

One comment on “Ponton na ostrzu noża.

Odpowiedz na „KorpohumanistkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>