W magicznym teatrze Zadie Smith

Nawet prawo architekta do jego własnego tworu wydaje się wtórne wobec cudownego sposobu, w jaki ty w nim zamieszkujesz”

Zadie Smith „Ponowne czytanie Barthes’a i Nabokova”

 

Każdy czytelnik-pasjonat, ma na swoim koncie książki, które na zawsze zmieniły jego sposób patrzenia na rzeczywistość. Po takiej lekturze nic nie jest już takie samo jak przed nią.

Pierwszą i chyba najważniejszą książką, która w ten sposób przekształciła moją percepcję, był „Wilk Stepowy” Hermanna Hesse.

Wilk stepowy

Miałam wtedy jakieś 15 lat i przechodziłam właśnie zaawansowany proces odnajdywania siebie.

A książka ta byłam dla mnie uosobieniem tego, co nazywa się „Carpe diem”, czyli „łap dzień”.

Wizyta Harrego Hallera w magicznym teatrze, utożsamiała dla mnie wiele szans, które główny bohater powieści przegapił, zmarnował bądź też zwyczajnie zabrakło mu odwagi na ich wykorzystanie.

Byłam tak podbudowana tym dziełem, że od tej pory za każdym razem, kiedy stawałam przed jakimś wyborem, zastanawiałam się, w jaki sposób będzie to przeze mnie widziane za jakieś dwadzieścia lat, kiedy być może dostąpię zaszczytu wstępu do własnego magicznego teatru.

Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy swoje przemyślenia zdradziłam swojej ówczesnej przyjaciółce, a ta, patrząc na mnie wzrokiem pełnym potępienia, oznajmiła, że ona też czyta właśnie „Wilka stepowego”, ale robi to zgodnie z notatkami koleżanki studentki.

Jako że wtedy, i przez dłuższy czas potem, i właściwie nawet do teraz nietrudno mnie „zgasić”, nie wytoczyłam kałasznikowem serii argumentów mających sprawić, żeby to moja ówczesna przyjaciółka poczuła, a nawet zrozumiała, że to nie ja jestem intelektualnie niedojrzała na czytanie tak „dorosłych” lektur, a raczej ona jest czytelnikiem na tyle mało zaawansowanym, że nie jest w stanie poświęcić tej książce jakiejś własnej, prywatnej refleksji.

Ona prawdopodobnie nigdy nie wkroczy do własnego „magicznego teatru” ażeby zmierzyć się z własnymi wspomnieniami. Najistotniejszym szczegółem jest przecież to, że Harry Haller wkracza do niego po spożyciu butelki czerwonego wina, a więc wszystko co udało mu się w nim zobaczyć jest wytworem jego pijanej świadomości. Jaki więc z tego morał płynie?

Jeśli chcesz wstąpić do magicznego teatru, butelka wina jest niezbędna.

No cóż… Trochę racji pewnie w tym jest.

Ale miało być o Zadie Smith.

W jaki sposób udało mi się ją poznać?

To było gdzieś koło roku 2002. Przechodziłam wtedy jeden z poważniejszych kryzysów czytelniczych w moim życiu. Jakoś nie potrafiłam znaleźć książki, która pozwoliłaby mi na całkowite „stopienie” się w niej, tak jak to miało miejsce w przypadku „Wilka stepowego”, „Wielkich Nadziei” czy też „Świata według Garpa”.

Białe zęby

Nie pamiętam już czy zwyczajnie rzuciła mi się w oczy ciekawa okładka wydawnictwa Znak, czy też po prostu zainspirował mnie opis z tyłu książki „W powieściowym mikroświecie jak w lustrze odbijają się najważniejsze zagadnienia współczesności:problem tolerancji, asymilacji, fundamentalizmu i manipulacji genetycznych”  czyli praktycznie wszystko, czym „jarał się” świat u progu dwudziestego pierwszego wieku.

Kiedyś już wspominałam o języku, jakim pisze Zadie Smith. Charakteryzuje się on bowiem niebywałą łatwością w przechodzeniu od partii wulgarnych i ordynarnych do epizodów wręcz poetyckich.

Świadczy to przede wszystkim o niebywałym „słuchu” autorki do stylizacji językowych, charakteryzujących poszczególnych bohaterów książki.

Bo o tym, że obserwatorką jest genialną, wie chyba każdy czytelnik, który zetknął się z jej twórczością.

W książce „roztopiłam się” od razu i „roztapiam się” za każdym razem, kiedy do niej wracam.

Bo „obecna współczesność” wcale nie tak bardzo odbiega od „współczesności” z czasów debiutu autorki.

Co mnie w tej książce najbardziej uderzyło, to to, iż mimo że wcześniej naczytałam się mnóstwa książek w stylu „Tylko razem z córką”, gdzie ojcowie o bliskowschodnich korzeniach porywają swe rodziny aby ich dzieci wychowywały się w jedynej i słusznej kulturze, wielokulturowość została przedstawiona tu na tyle fascynująco, że sama zaczęłam się interesować krajami bliskiego wschodu. Tym bardziej, że wkrótce na arenę moich zainteresowań czytelniczych miał wstąpić Ryszard Kapuściński, a po rozczarowaniu nim jako „neutralnym reporterem”, po tym jak prawdziwie i wcale „nieneutralnie” przedstawił go Artur Domosławski w „Kapuściński non fiction”, wstąpił i chyba na zawsze już pozostanie Wojciech Jagielski.

I jeszcze to spostrzeżenie na temat współczesnego fundamentalizmu, który nie bierze się z umiłowania własnej, odrębnej od tej, w której bohaterowie książki się wychowali, kultury, a jedynie z chęci wywyższenia się nad innych.

Pokazuje to bardzo wyraźnie historia braci bliźniaków, z których jeden został uprowadzony przez własnego ojca do Indii, by godnie wychowywał się w kraju przodków. Jednak po wielu latach chłopiec wraca do Anglii spotkać się z rodziną, „bardziej angielski niż Anglik”, gdy tymczasem jego brat, wychowany przecież w „grzesznej” kulturze zachodniej zostaje terrorystą.

„Białe zęby” to książka wielu trafnych diagnoz na temat współczesnego świata. Tym bardziej zastanawiające jest, że tak dogłębnej analizy dokonała niespełna dwudziestopięcioletnia dziewczyna.

Kolejną prześwietną powieścią tej autorki jest „Łowca autografów”, którego z fascynacji poprzednią książką autorki nabyłam, jak tylko się ukazał jego polski przekład.

łoca autografów

Jak opisano na okładce (mam dziwne wrażenie, że wydawnictwo Znak miało w tamtych latach szczęście do twórców notek zachęcających do przeczytania książki ;) ) „Historia bodaj pierwszego w światowej literaturze chińskiego żyda” moim zdaniem jest jeszcze ciekawsza niż debiut Zadie Smith, chociaż pewnie mało kto się ze mną zgodzi.

Dla mnie jest to przede wszystkim przepiękna opowieść o przyjaźni i miłości, a także o pogoni za sławą. Jednak największy podziw budzi u mnie jak zwykle zresztą język oraz kompozycja.

Pierwsza część zbudowana jest na zasadzie kabały, a każdy z rozdziałów skupia się na jednej sefirze, czyli jednej z dziesięciu emanacji boskiego światła.

Druga część natomiast skupiona jest na 10 bykach zen.

Nie będę ukrywać, że „rozkminianie” tej kompozycji stanowiło dla mnie nie lada satysfakcję. O co bowiem autorce chodzi z tymi sefirami i bykami? Cudownie magiczna łamigłówka :)

No ale minęło kolejnych kila lat i Zadie Smith wydała kolejną powieść. „O pięknie”.

O pięknie

I znowu nie zgodzę się z większością głosów, gdyż tym razem trochę się rozczarowałam. Miałam wrażenie, że powieść ta nie ma już takiego pazura jak poprzednie, aczkolwiek genialny, wciągający i przede wszystkich wyczulony na wszelkie barwy emocjonalne język autorki objawił się tym razem w dyskusji dwóch autorytetów na temat Rembrandta.

Nigdy wcześniej ani później nie spotkałam się w literaturze z tak drobiazgowo, pod względem naukowym i z tak wyczuloną na wszelkie odcienie dwóch różnych zdań, poprowadzoną dyskusją akademicką.

No i jeszcze to zestawienie „prawdziwej poezji” z hip-hopem.

Człowiek aż nie jest w stanie uwierzyć, że coś takiego wyszło spod pióra jednej osoby.

No i oczywiście Viktoria Kips. Dlaczego nikt nie zekranizował tej książki chociażby tylko po to żeby dać szansę zagrania roli życia Rihannie?

No ale minęło znowu kilka długich lat, po których Zadie Smith wydała kolejną książkę. „Londyn NW”.

NW

To chyba pierwsza książka, którą postanowiłam przeczytać ponownie zaraz po tym jak ją skończyłam.

Konstelacja osób i powiązań między nimi, jaką mamy na końcu, wyjaśniona jest na początku powieści.

I jest to coś za co uwielbiam Zadie Smith, a czego pozbawiona niestety (moim zdaniem oczywiście) jest powieść „O pięknie”. Kolejna magiczna łamigłówka.

Tym razem na początku fabuła tkana jest z perspektywy widzenia jednej z głównych bohaterek, by w ostatniej części wrócić do narracji trzecioosobowej, nie rezygnując jednak z wielu niedomówień, jak gdyby mimowolnie rzucanych stwierdzeń, które w pierwszej chwili są zupełnie niezrozumiałe, a ich sens wyławiany jest w trakcie czytania.

I ponieważ żaden z tych wątków nie jest do końca wyjaśniony, książka pełna jest niedomówień i urwanych zdań, nie pozostaje nic innego, jak tylko przeczytać tę powieść jeszcze raz od początku.

Ok. Dobra.

Zaczynam od początku ;)

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>