Kastomer serwis ofis

Drogi Czytelniku. Wyobraź sobie, że jesteś szefem dużej firmy i postanowiłeś zaoszczędzić trochę kasy. Postanowiłeś wynająć zewnętrzną firmę, która będzie dla Ciebie prowadzić usługi księgowe. Dostajesz zaproszenie od dostawcy, którego już wybrałeś, aby zobaczyć biuro, w którym usługi te będą świadczone i aby ostatecznie się przekonać o wysokiej jakości usług świadczonych przez przyszłego partnera biznesowego.

Czego będziesz oczekiwać od tej wizyty?

Bo ja szczerze mówiąc, będąc świadkiem takich wizyt w ciągu ostatnich kilku lat, doprawdy nie mam pojęcia dlaczego, tak jak wielu innych pracowników korporacji, które świadczą takie usługi, niezmiennie zmuszani jesteśmy do odstawiania wciąż tych samych szopek, na które nie wiem czy jakiś rozsądny człowiek byłby w stanie, że tak kolokwialnie się wyrażę, „polecieć”

Przede wszystkim polityka czystych biurek, czyli klin desk polisi (wybaczcie mi, ale pisanie fonetycznie po angielsku, szczególnie w przypadku terminów uważanych za nieprzetłumaczalne, sprawia mi wielką frajdę, więc sorry, ale nie mogę sobie tego podarować :D ).

klin desk polisi

Niby na biurku nie mogą leżeć żadne zbędne rzeczy, nie mówiąc już o tzw. „wrażliwych dokumentach”, co dla mnie jest doskonale zrozumiałe.

Ale co powiedzieć o przełożonych, którzy podczas wizyt klienta każą swoim podwładnym „sprzątać” okablowanie komputera, które bezwładnie i bardzo „nieporządnie” wisi, nie pozwalają trzymać na biurku szklanek z kawą, ani nawet z wodą (no sorry, jeśli wizyta klienta trwa cały dzień i nie wiadomo, kiedy „wery important korowód” zjawi się koło twojego „łyt klin deks polisi biurka”, to mam cały dzień siedzieć bez łyka wody? Bo oczywiście zapomniałam wspomnieć, że kiedy „wery important korowód” zjawia się w pobliżu, nie masz prawa opuścić swojego biurka – co u niejednej osoby powoduje zaburzenia pracy pęcherza).

Tak więc wszyscy muszą siedzieć na swoich pozbawionych osobistych detali, które w jakiś tam sposób pozwalają na oswojenie przestrzeni, biurkach „łyt  klin desk polisi”, na których nie ma ani komórki, ani żadnego notatnika, ani żadnej szklanki.

Pytanie: czy Ty jako przyszły klient naprawdę chcesz mieć pewność, że usługi dla Ciebie wykonują roboty?

Bo ja nie będę ukrywać, że kiedy kończyłam studia, wydawało mi się, że jak zacznę pracę, to będę już żyć tylko i wyłącznie w kieracie praca – dom – praca – dom i na pewno nie poznam już żadnych ciekawych ludzi.

Na szczęście, jak to zwykle u mnie bywa, wszystko wyszło na odwrót. Dopiero po ukończeniu studiów i rozpoczęciu pracy w jednej z wielu następujących po sobie dużych firm, zaczęłam się bawić i nigdzie nie poznałam tylu ciekawych ludzi o humanistycznych, a nawet artystycznych zainteresowaniach, niż w tych zajmujących się wklepywaniem danych do komputerka korporach.

space-desk-workspace-coworking-medium

Nie ma co ukrywać, że praktycznie wszyscy, którzy na codzień zajmują się żmudnym i monotonnym klepaniem, po pracy dopiero dają ujście swojej prawdziwej naturze.

Korporacje zajmujące się usługami finansowymi, potrzebują przede wszystkim ludzi sprawnie operujących przynajmniej dwoma językami obcymi. Cała reszta przyswajana jest na miejscu. Nie ma się więc co dziwić, że zamiast ekspertów finansowych lub też chociażby osób z wykształceniem finansowo-ekonomicznym, w pracy takiej odnajdują się przede wszystkim humaniści z wykształceniem filologicznym.

No ale wróćmy do klienta, którym jesteś.

Przechadzając się po ołpen spejsie, widzisz ludzi siedzących przy biurkach, operujących klawiaturą i myszką i coś tam rzeźbiących w excellu.

A może jesteś jednym z tych klientów, którzy o księgowości i podatkach, których przecież obliczaniu księgowość służy, nie mają zielonego pojęcia?

Nie będę ukrywać, że wszystko ma swoje plusy i minusy.

Wykształcenie humanistyczne powoduje, że człowiek myśli nieschematycznie. Z kolei dziedzina finansów wymaga ścisłego dostosowywania się do pewnych reguł. Takich jak chociażby schematy księgowania.

Reguła podwójnego zapisu na koncie wymaga znajomości reguł księgowania, dzięki czemu każdy wykształcony księgowy nie potrzebuje instrukcji na jakich kontach co powinno być zaksięgowane.

Niestety coraz więcej usług księgowych, które wydają się być powtarzalne i monotonne, eksportowanych jest do Indii z powodu oszczędności (że pieniądze z tych oszczędności najczęściej trafiają do kieszeni menedżerów – bo w korporach nie ma dyrektorów ani kierowników – którzy na tak genialny pomysł zaoszczędzenia pieniędzy wpadli, to już jest kwestia wytycznych w celach rocznych, w których jeśli nie spowodujesz oszczędności, twoja roczna ocena zostanie obniżona; a że właśnie to powoduje wcześniej opisane patologie, to już zupełnie inna sprawa – a że na taki pomysł oceniania niższych menedżerów wpadli wyżsi menedżerowie, to już jest sprawa zarządu, który wymaga oszczędnego gospodarowania).

office

Nie wiem czy jako bardzo ważny klient i tym samym właściciel dużej firmy też uważasz, że tak delikatne sprawy jak księgowość lepiej wyeksportować na wschód, zamiast dać pracę ludziom w swoim kraju, których przecież masz na miejscu, którzy w każdej chwili mogą sprawdzić swoje wyniki z innymi działami, zamiast eksportować to do innych krajów, w których niedouczeni ludzie, bez ogólnej wiedzy na temat funkcjonowania Twojej firmy będą bezmyślnie wklepywać jakieś dane do systemu.

Pomijam też fakt, że jeśli nawet taki pracownik z firmy, która świadczy takie usługi, stanie się doskonały w wykonywaniu tego jednego zadania, to w przyszłości, zamiast lepiej wykonywać swoją pracę i tym samym służyć swoim doświadczeniem dobru firmy zostanie awansowany na tim lidera, gdzie zamiast dalej zajmować się finansami, będzie raportował do swojego przełożonego o produktywności swoich podwładnych, którzy podłączeni do różnych programów rejestrujących jego moce przerobowe, wykonują swoje codziennie obowiązki, bo przecież zgodnie z zasadą kaizen, czyli japońską „dobrą zmianą” ma on dążyć do doskonałości.

Szkoda tylko, że nikt z tych filozofów opracowujących taką, a nie inną strategię biznesu, nie zauważył bądź też nikt mu tego nie wytłumaczył albo też sam nigdy się tym nie interesował, że księgowość, to dziedzina zero-jedynkowa i że tutaj nie ma tak, że coś jest lepiej lub gorzej zaksięgowane, tylko że jest dobrze albo źle zaksięgowane. I że są pewne reguły, których niestety nie można łamać. Tak jak na przykład prawa fizyki. One nie są lepsze lub gorsze. One po prostu są.

Tak więc drogi czytelniku. Jeśli kiedyś zdarzy Ci się być w takiej sytuacji, przemyśl lepiej konsekwencje swojej decyzji, która oprócz oszczędności, może mieć też różne inne następstwa, niekoniecznie takie, które odbiją się na Twoich celach rocznych.

Ale fakt. Może Cię to też kompletnie nie interesować. I masz do tego pełne prawo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>