Kwietniowa trasa rowerowa

Trochę mnie tu nie było, ale wiadomo, wiosenne porządki, Wielkanoc, zmęczenie wiosenne robią swoje, więc zrobiłam sobie krótką przerwę. Ale wracam z nowymi chęciami do gryzmolenia :)

No więc mamy już kilka cieplejszych dni za nami. Kilku dniom nawet udało się ogrzać  weekendy, z czego skwapliwie skorzystałam, pokonując pierwsze w tym roku 40 km na rowerze :)

Moja tradycyjna trasa kondycyjna to oczywiście duża pętla w Parku Śląskim (który dla mnie chyba już na zawsze zostanie Parkiem Kultury) zahaczająca o wzgórze pod Planetarium Śląskim, co na starym rowerze było dla mnie wielkim wyzwaniem po każdej zimie. Ale kiedy przesiadłam się kilka lat temu na mój ukochany od tej pory Kellys, to żadne wzgórze nie jest już dla mnie wyzwaniem :P

No ale wracając do rzeczy. Czyli do tego ciepłego weekendu. Sobotnie przedpołudnie, to dla mnie czas porządków totalnych.

Przyznaję się bez bicia. Jestem leniem śmierdzącym i sprzątanie to według mnie najbardziej grzeszne marnotrawienie czasu, na jakie człowiek może sobie pozwolić. Nawet bezczynność spowodowana nudą nie frustruje mnie tak jak sprzątanie.

Ale ponieważ w chwili kiedy stwierdzam, że odłożę ten przykry obowiązek na kolejną godzinę, dopada mnie wizja mojego mieszkania z czasów kiedy dopiero zaczynałam być jego lokatorką. Od razu wraca mi motywacja do sprzątania.

No więc sobota na dłuższą wycieczkę raczej odpada. Ale, jako że została mi wtedy jeszcze ciepła i słoneczna niedziela, postanowiłam ten czas wykorzystać od samego rana. Czyli gdzieś od 12 (no wiecie, zanim wstanę, zjem śniadanie, podrasuję swoją trochę już zużytą urodę… której zdaniem co niektórych pewnie nigdy też nie było :D).

No więc mamy tę godzinę 12 w niedzielę, piękny słoneczny dzień i wyregulowane i wyczyszczone Kellysiątko przygotowane do wyprawy.

I gdzie tu teraz pojechać?

Mieszkam w Chorzowie od urodzenia, ale nadal udaje mi się znajdować tutaj zakątki, o których istnieniu nigdy nie miałam pojęcia.

Kiedy z moją siostrą byłyśmy jeszcze dziećmi, nasi rodzice zabierali nas często na kąpieliska w Lasach Kochłowickich, które wtedy w letnie dni tętniły życiem. Radoszowo, Przystań, Starganiec. Teraz to niestety już tylko cienie tego czym były wcześniej.

No i nigdy nie przypuszczałam, że takie ośrodki można też znaleźć od strony Bytomia. Do 2014 roku.

Wtedy to jakimś dziwnym cudem udało mi się zgubić w drodze na Żabie Doły.

Jadę sobie i tu nagle moim oczom ukazuje się coś takiego w stylu Przystani z Kochłowic, tylko że dużo bardziej zadbane i zwyczajnie ładniejsze. Jeżdżę i jeżdżę i nadziwić się nie mogę. Po pierwsze gdzie jestem, po drugie co to jest i dlaczego ja o tym nic nie wiem.

No ale po powrocie do domu (tak, jakimś cudem trafiłam do domu) zaraz zaczęłam wertować co to jest i dlaczego moja babcia, która przecież urodziła się i wychowała się w Chorzowie Starym (czyli w Chorzowie jedynym i prawdziwym), nigdy mi o tym nie opowiadała.

No i doszukałam się informacji, że Dolina Górnika (bo to tam właśnie w 32 roku życia udało mi się zgubić we własnym mieście), to mały kompleks rekreacyjny w Chorzowie.

I znalazłam też taką oto fotografię.

Dolina Górnika

Niestety nie udało mi się ustalić z którego roku pochodzi fotografia ani też czy był to popularny kompleks. Moja babcia coś tam kojarzy, ale też nie bardzo.

W każdym razie w tym roku na początku kwietnia Dolina Górnika wyglądała właśnie tak.

Tak więc po chwili rozkoszowania się ciszą i spokojem wśród zieleni w samym sercu przemysłowego miasta, udałam się w dalszą drogę w kierunku Siemianowic Śląskich.

Kilka lat temu odnowiono tam szyb wyciągowy kopalni Michał , który od tego czasu należy do śląskiego szlaku zabytków techniki i stanowi jego niewątpliwą ozdobę. W środku oprócz parowej maszyny wyciągowej, można również podziwiać różne wystawy, na przykład zdjęć śląskiego urbexu, co w połączeniu ze steampunkowym wyposażeniem szybu robi niesamowite wrażenie.

Akurat tym razem  nie zaglądałam do środka. Objechałam tylko obiekt dookoła i pstryknęłam kila zdjęć, z których do oglądu publicznego najbardziej nadają się te poniższe.

No i jedziemy dalej. Zaraz za Parkiem Tradycji znajduje się zabytkowy Park Górnik, który otacza niegdysiejszy Pałac Rheinbabenów, śląskich arystokratów, właścicieli siemianowickich kopalni. Niestety tym razem nie udało mi się dotrzeć do tak zwanego Zameczku. Za to przejechałam się parkowymi ścieżkami, gdzie udało mi się znaleźć pierwsze ślady wiosny… chyba…

Jak już wcześniej pisałam, park ten to taki zabytkowy ogród, który dawniej otaczał pałac i wkomponowany był w przestrzeń jako obszar wypoczynkowy, który łączył naturalny krajobraz z obrazem szybów górniczych. Taki skwerek zieleni, by arystokratyczne oczy mogły się nacieszyć swym majątkiem.

Niestety jak to zwykle bywało, po wojnie zostało to znacjonalizowane i powoli popadało w ruinę. Dopiero kilka lat temu zameczek wyremontowano i od tej pory również wchodzi w skład kilku budynków tworzących Siemianowickie Centrum Kultury.

No ale jak wcześniej pisałam nie dotarłam tym razem ani do Zameczku ani do domku ogrodnika, tylko ruszyłam dalej do Bażantarni.

Bażantarnia, to, jak chwalą się włodarze na stronach miasta, największy kompleks leśny, znajdujący się w samym sercu przemysłowego miasta. Nie ma co ukrywać. Na dole Staw Rzęsa, z miejscem na grillowanie, u góry Dolinka Dinozaurów, co prawda mniejsza niż w Parku Śląskim, ale również robiąca na mnie, która w dzieciństwie nie mogłam się zdecydować czy wolę zostać archeologiem czy paleontologiem, wrażenie.

Udało mi się też pstryknąć kilka zdjęć, ale jako że był to dopiero początek kwietnia, to zdjęcia te nie oddają całej malowniczości tego lasu w samym środku przemysłowego niegdyś miasta.

 

 

No i jedziemy dalej.

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że właśnie w Bażantarni znajduje się cmentarz żołnierzy niemieckich poległych w czasie drugiej wojny światowej.

Cmentarz ten założony został w 1998 roku. Przewiezione zostały na niego ekshumowane zwłoki żołnierzy niemieckich z bezimiennych grobów masowych na terenie Polski, co możliwe mogło być dopiero po przemianach politycznych pod koniec XX wieku. Opiekunem cmentarza jest Niemiecki Związek Opieki nad Grobami Wojennymi.

Przejeżdżając obok również udało mi się pstryknąć kilka fotek

No i w dalszą drogę. Tym razem do Parku Miejskiego.

Do parku o którym chciałam napisać od samego początku, ale chyba tym razem będę się musiała trochę streszczać i wszystkie smaczki zostawić na kiedy indziej, bo historia o której chciałam napisać, ma zbyt dużo wątków, aby umieścić ją w krótkim opisie mojej kwietniowej trasy rowerowej.

No więc dotarłam do Parku Miejskiego w Siemianowicach, w którym znajduje się jeden z największych w Polsce kompleksów pałacowych.

Początkowo należał on do rodu Mieroszewskich, właścicieli m. in Michałkowic i Bańgowa, które jeszcze bardzo długo nie miały być dzielnicami Siemianowic Śląskich.

Następnie pałac został sprzedany arystokratom śląskim, Donnersmarckom, właścicielom m. in. pałacu w Świerklańcu, którego dziś już niestety nie możemy podziwiać. Pałac został wtedy w XVIII wieku rozbudowany o skrzydła północne i zachodnie, a w XIX wieku po splądrowaniu go przez wojska napoleońskie ponownie przebudowany.

Pod koniec XIX wieku pałac został ponownie sprzedany i od tego czasu wielokrotnie zmieniał właścicieli. Poniżej pałac na starej pocztówce

Pałac w Siemianowicach Sl

Po wojnie właścicielem została kopalnia Siemianowice, od której został on przejęty przez miasto w 1990 roku. Następnie pałac znowu przechodził z rąk do rąk, pewnie z powodu kosztów finansowych przeprowadzanego remontu.

Ostatni właściciel robi co może i pierwsze jaskółki już widać, w porównaniu ze stanem sprzed roku. Choć i tak pewnie jeszcze długo będzie przypominał raczej ruinę niż rezydencję z prawdziwego zdarzenia.

W każdym razie mocno trzymam kciuki, żeby wyglądał dokładnie tak jak na poniższej wizualizacji.

Pałac w Siemianowicach

 

Sam Park Miejski natomiast prezentuje się bardzo malowniczo i jak widać jest kolejną oazą zieleni w tym górniczo-hutniczym, zdegradowanym śląskim mieście

No i to byłoby na tyle. Koniec wycieczki po górniczo-hutniczym zdegradowanym śląskim mieście ;)

2 comments on “Kwietniowa trasa rowerowa
    • Całkiem możliwe ;)

      Internet to jednak niezbyt wiarygodne źródło wiedzy.

      W każdym razie znalazłam fotografię podpisaną jako zdjęcie z Doliny Górnika i dlatego też tam je umiejscowiłam.

      Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>