O czym mówimy i jak mówimy…

„Granice mojego języka stanowią granice mojego świata” powiedział kiedyś Ludwig Wittgenstein, dzięki czemu zniszczył moją nastoletnią koncepcję świata.

Jak to? To co mówię wyznacza granice mojej świadomości? Nie może być! Przecież to, że nie zawsze jestem w stanie kogoś zripostować, wcale nie oznacza, że nie mam własnego zdania.

No ale co ja właściwie chciałam powiedzieć. Miało być trochę o mojej pracy magisterskiej, ale już widzę, że znowu mi nie wychodzi i zaczynam się gubić.

Więc może zacznijmy od początku.

Jedną z podstaw mojej pracy magisterskiej była książka Mirosławy Marody „Technologie intelektu”, w której autorka zmodyfikowała nieco teorię kodów językowych Basila Bernsteina.

Kody językowe to jak twierdził sam  Bernstein „funkcje różnych form społecznych relacji lub bardziej ogólnie, właściwości różnych struktur społecznych”. Wyróżnia on przy tym dwa typy kodów. Kod ograniczony i kod wypracowany.

Innymi słowy przypisuje on język do konkretnej grupy społecznej.

Kod ograniczony odnosi się do niższych klas robotniczych (choć, jak twierdził sam Bernstein, takim kodem posługują się praktycznie wszystkie grupy społeczne, kiedy mogą się odnieść do wspólnych doświadczeń, nie przypominając o nich za każdym razem) i charakteryzuje się przede wszystkim skoncentrowaniem na konkrecie, (a więc na tym co tu i teraz, co jest w jakiś sposób namacalne), orientacją na powierzchowne powiązania przyczynowo-skutkowe (czyli też takie, które są dostrzegane w krótkim odcinku czasu) no i przede wszystkim niedostrzeganie powiązań między konkretem a abstrakcją.

Kod wypracowany, to znowu przeciwieństwo kodu ograniczonego, czyli skoncentrowanie na abstrakcji, z której wynika realizacja konkretu. Innymi słowy jest to styl w naukowy sposób tłumaczący zawiłe prawa fizyki

Mam na to przykład z życia wzięty z bardzo dawnej przeszłości.

Byłam kiedyś świadkiem następującej scenki.

Chcę wyciągnąć pieniądze z bankomatu mojego banku. Wchodzę do przedsionka, w którym znajduje się bankomat. Niestety akurat jakaś rodzinka się próbuje wyciągnąć gotówkę z bankomatu, więc czekam na swoją kolej.

Ale tak ich obserwuję i widzę, że kompletnie sobie z tym nie radzą. Rodzinka, na pierwszy rzut oka z nizin społecznych i intelektualnych, kombinuje jak tu wyciągnąć tę gotówkę na wszelkie sposoby i nie potrafi.

W końcu podchodzi do przedsionka pracownica banku z zapytaniem czy może jakoś pomóc. Oczywiście rodzinka wyraźnie wkurzona opuszcza bank z okrzykiem „Bo wszystkie banki to złodzieje” na ustach.

No i co tu się tak naprawdę wydarzyło (od razu zaznaczam, że było to już długo po tym jak przeanalizowałam książkę Mirosławy Marody).

Otóż rodzinka nie potrafiła obsługiwać bankomatu. A ponieważ pewnie wszyscy mieli zakodowane, że banki to złodzieje, to skoro bankomat nie chce wydać pieniędzy, to nie dlatego, że nie potrafią się posługiwać kartą do bankomatu, tylko dlatego, że bank ukradł im pieniądze i pewnie pracownica banku chcąc im pomóc, chce tylko wyciągnąć jeszcze więcej pieniędzy.

Innym przykładem na oba te kody jest na przykład ostatni filmik „Naukowego bełkotu” o zmianach klimatycznych, gdzie na przykład kompletnego niezrozumienia zmian klimatycznych przywołany został Janusz Korwin-Mikke (styl ograniczony), podczas gdy Dawid Myśliwiec cierpliwie tłumaczy skąd się tak naprawdę biorą zmiany w klimacie.

Link do filmiku poniżej

I tu dochodzimy do kolejnego pojęcia, czyli językowego obrazu świata.

Jest to po prostu sposób w jaki język ujmuje rzeczywistość, gdyż zdaniem językoznawców kognitywnych (zajmujących się językoznawstwem poznawczym), to warunki kulturowo-społeczne wpływają na kształt języka, który następnie determinuje sposób ujmowania świata.

Chociaż ja i tak nie do końca się z tym zgadzam, bo w sumie każdy z nas zna takie pojęcia jak „ironia” (no może to taki akurat nie do końca dobry przykład) albo „zdanie”, „kosmos”, „ziemia”, „ogień” i mimo tego, że nie potrafimy do końca pojęć tych zdefiniować, to jednak każdy z nas wie o co chodzi.

No ale po co w zasadzie wszystko to przywołuję.

W ostatnim czasie z mediów publicznych coraz częściej dochodzą mnie odniesienia do historii Polski według romantycznego punktu widzenia, czyli nawiązywanie do tragicznej historii polskich (przegranych i źle zorganizowanych) powstań, do ucisku pod jarzmem zaborców, do przelewania za ojczyznę ostatniej kropli krwi, do idei zdrady narodowej.

Mam dziwne wrażenie, że to jest również odniesienie do jakichś wspólnych doświadczeń, z którymi jednak niewielu z nas ma coś wspólnego, ponieważ w obecnych czasach patriotyzm, to nie porywanie się z szablą na czołgi, ale, jak na przykład śpiewa Maria Peszek, opłacanie podatków, dzięki którym państwo jest w stanie zapewnić ochronę swoim obywatelom.

I wiem, malkotentem też bywam i też uważam, że pieniądze z moich podatków są najczęściej przejadane przez rozbudowany aparat administracyjny, ale przynajmniej wiem, jak to w praktyce powinno wyglądać. Że niestety żeby komuś pieniądze dać, trzeba najpierw komuś zabrać. I to zabieranie (przynajmniej w teorii), powinno być na tyle bezbolesne, że ludziom bardziej będzie się opłacało dać te pieniądze na cele funkcjonowania państwa, niż wyprowadzać je gdzie indziej.

Jeszcze inną sprawą jest zasłyszana przeze mnie wiadomość, że nasz rząd szuka za granicą agencji PR, która zmieni wizerunek polskiego rządu za granicą. Nie wiem czy to prawda czy nie, ale wydaje mi się, że aby zmienić wizerunek, jakim posługuje się rząd wcale nie trzeba wyszukiwać żadnej agencji PR, tylko zwyczajnie zmienić język wypowiedzi.

No i przede wszystkim zauważyć, że sorry, ale mamy XXI wiek, Polska jest krajem członkowskim Unii Europejskiej, więc należałoby się odwoływać do wspólnych doświadczeń Europy, a nie do naszej romantycznej i przy okazji bardzo hermetycznej wizji świata.

Oczywiście jak zwykle wyszło nie tak jak powinno. Zaplątałam się znowu w zeznaniach i coś mi się wydaje że wyplączę się z tego dopiero następnym razem, kiedy jakiś przykład z życia zainteresuje mnie na tyle, że będę wiedzieć jak rozłożyć go na czynniki pierwsze.

Mam tylko nadzieję, że w taki trochę mglisty sposób udało mi się zarysować pewien problem, który ostatnio również mnie zajmuje. Dogłębniej zajmę się nim jednak chyba dopiero następnym razem.

Tymczasem :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>