Te krwiożercze korporacje

Mam kilka uzależnień, od których nie mogę uciec.

Należą do nich  między innymi uzależnienie od czekolady i żelków (jestem już na diecie odwykowej), Mad Men (nie mogę przeboleć, że to już koniec), piwa rzemieślnicze (ostatnio Irish Beer), polskie filmiki popularnonaukowe na Youtube, Punkt 12 (tylko w RTL – chociaż nie wiem czy nie chodzi tu bardziej o niemiecki Katji Burkard, bo mogłabym jej słuchać godzinami) i filmy dokumentalne ogólnie o wszystkim i… jeszcze kilka innych pewnie też by się znalazło ;)

No ale wracając do tych filmów dokumentalnych, to ostatnio jeden z nich poważnie mnie wkurzył.

Dlaczego?

Chodzi konkretnie o „Nieczystą grę sieciówek”, który w 2014 roku został zrealizowany przez Canal Plus.

Francuscy dziennikarze prowadzą prywatne śledztwo prowadzące do demaskacji warunków w jakich powstają ubrania sprzedawane na całym świecie w butikach H&M.

Powiem tak. Przeczytałam kiedyś „No logo” Naomi Klein i do dzisiaj jestem pod wrażeniem tej książki, która w jasny i prosty sposób demaskuje jak ponadnarodowe korporacje zagarniają zarówno kapitał materialny, jak i niematerialny.

Książka ta została jednak wydana 15 lat temu i tak się składa, że od tego czasu parę rzeczy się zmieniło.

Prawdopodobnie najbardziej jednak zmieniło się postrzeganie tych spraw przeze mnie.

No ale od początku.

Głównym zarzutem stawianym przez dziennikarzy jest to, że chociaż H&M czerpie zyski z pracy szwaczy w Bangladeszu, nie płaci tam podatków.

No to po kolei.

Podejrzewam, że każdy wie, w jaki sposób są liczone podatki. Jeśli nie, to poniżej przedstawiam to tak prosto i tak krótko jak tylko się da.

Aby firma mogła coś sprzedać, to najpierw musi coś wytworzyć. A więc musi ponieść nakłady na materiały wykorzystywane w produkcji (w przypadku H&M będą to przede wszystkim materiały z których wykonane będą ubrania), następnie musi ponieść nakłady na pracę ludzi, którzy te wyroby wytworzą (w Polsce to nie tylko wynagrodzenie, które otrzymujemy z przelewem, ale też tak kochany przez nas wszystkich ZUS, podatek dochodowy i ubezpieczenie zdrowotne, które w części potrącane jest z wynagrodzenia pracownika, a w części płacone jest przez pracodawcę).

Taki przedsiębiorca musi jeszcze wybudować budynek oraz zakupić maszyny, na których ten lud pracujący będzie wykonywał swoją pracę. Może oczywiście taki budynek wraz z całym wyposażeniem wynająć, ale wtedy będzie musiał pokrywać koszty wynajęcia takiego budynku w postaci czynszu.

Jeżeli chce żeby o tym, że produkuje taki a nie inny wyrób było głośno, musi też zapłacić za ogłoszenia na ten temat, czyli reklamy.

Jeżeli nie ma punktów, w których może swoje wyroby sprzedać, to takie też musi założyć, co znowu wiąże się budową lub też wynajęciem takich punktów wraz z wyposażeniem i zatrudnieniem kolejnych ludzi, którzy będą ten towar zachwalać (co znowu wiąże się z reklamą, za którą trzeba zapłacić – przecież klient musi być dobrze poinformowany o wszystkich niewątpliwych zaletach tego wyrobu), a także podawać, sprzątać, kasować etc.

Kiedy już uda się mu wytworzyć taki wyrób (nie będziemy jednak zaglądać do kieszeni, skąd ten bezczelny przedsiębiorca miał taką kasę, żeby to wszystko stworzyć), to wtedy musi podzielić cały poniesiony przez niego koszt przez ilość wytworzonych wyrobów (nie będę się tu już bawić w koszty pośrednie i bezpośrednie ani podatkowe i niepodatkowe bo miał to być jedynie prosty przykład, który jak sama widzę, coraz bardziej się komplikuje), by w ten sposób poznać cenę pojedynczego wyrobu (i założę się, że będzie go nie kilka, tylko kilka tysięcy, kilka milionów bądź też nawet kilkaset milionów sztuk).

Do tej ceny musi jeszcze doliczyć marżę, żeby coś na tym zarobić i praktycznie dopiero od tej marży, po sprzedaniu tego produktu nalicza się i płaci podatek.

Jak przedstawia się sytuację H&M, czyli tego bezczelnego przedsiębiorcy, krwiożerczej korporacji, która żeruje na biedzie krajów trzeciego świata, w filmie?

Szwalnia, w której produkowana jest odzież dla H&M, to jedynie (a może aż) dostawca H&M, który wybudował fabrykę, wyposażył ją i zatrudnił pracowników, którzy będą szyć tę tak pięknie reklamowaną odzież.

Mam wrażenie, że nie wszyscy dokładnie wiedzą kim jest dostawca.

Nie jest to jakaś przykrywka H&M w Bangladeszu, która pod osłoną nocy traktuje swoich pracowników biczami, a następnie podstępnie wywozi zarobione przez nich pieniądze za granicę, ale jakiś miejscowy przedsiębiorca, który przekupił kogo trzeba (bądź też nawet nie przekupił, bo nie wiem – jakkolwiek całkiem możliwe, że obnaża to całkowicie moją ignorancję pod tym względem – czy w Bangladeszu istnieje w ogóle coś takiego jak prawo budowlane, prawo pracy czy w ogóle jakieś przepisy BHP) aby tę fabrykę na jakichś mokradłach, które pewnie bardzo okazyjnie kupił, postawić, następnie zatrudnić jakichś przypadkowych ludzi, których zapewne nie przeszkolił, tylko posadził przed maszyną i kazał im wziąć się do roboty.

Ten sam bezczelny przedsiębiorca zgłasza się do H&M (zaznaczam uczciwie i szczerze, że jest to ktoś z Bangladeszu – nie z H&M), że może po bardzo atrakcyjnej cenie taką odzież dla H&M uszyć.

Więc H&M po zaprojektowaniu jednego egzemplarza bluzki wysyła do naszego bezczelnego przedsiębiorcy zapytanie ofertowe, w jakiej cenie byłby on w stanie wyprodukować powiedzmy 600 000 takich bluzek.

Nasz bezczelny przedsiębiorca w Bangladeszu liczy sobie ile czasu jego pracownicy (którym oczywiście odpali znikomą cześć z danej kwoty na wynagrodzenia i którzy by wyrobić to zamówienie będą musieli zapewne siedzieć w pracy 24 godziny na dobę) będą siedzieć nad tym zamówieniem ( a weźmy pod uwagę, że w tej chwili produkuje się na tak zwanych JIT-ach, czyli Just In Time, więc klient zleca i podaje na kiedy to zamówienie ma być wykonane, a dostawca produkuje) i na przykład ile prądu będzie na to zużyte.

Podaje więc określoną kwotę. H&M negocjuje i dobijają targu.

Zamówienie musi zostać zrealizowane w określonym terminie i za określoną wcześniej cenę.

Aby móc koordynować dostawę tych 600 000 bluzek do, powiedzmy, Szwecji i oczywiście skontrolować i czy wszystkie te bluzki są w żądanej jakości, H&M wysyła na miejsce koordynatorów, którzy koordynują łańcuch dostaw z Bangladeszu do Szwecji.

I teraz jak wygląda sprawa opodatkowania takiego przedsięwzięcia (zaznaczam, że jest to bardzo uproszczony przykład i też w bardzo uproszczony sposób staram się to wytłumaczyć, no i mówimy tu tylko o podatku dochodowym).

Więc po wykonaniu zamówienia, kiedy dostawa dostarczona zostanie do Szwecji, H&M przelewa uzgodnioną kwotę na konto naszego bezczelnego przedsiębiorcy z Bangladeszu, który z tej kwoty pokrywa koszty wybudowania lub też najmu budynku i sprzętu, koszty wynagrodzenia pracowników  (w tym również podatku od płac, który pracownicy powinni odprowadzić na rzecz Ludowej Republiki Bangladeszu) i jeśli kwota przychodu (czyli to, co bezczelny przedsiębiorca dostał od H&M), przewyższy kwotę kosztów przez niego poniesionych, to dopiero od tej kwoty naliczany jest podatek, który bezczelny przedsiębiorca w Bangladeszu powinien zapłacić.

Jeśli chodzi o ludzi koordynujących zamówienia w Bangladeszu, to pewnie wygląda to w ten sposób, że wszystkie koszty, które są przez nich ponoszone na miejscu, regulowane są przez H&M w Szwecji.

A zatem placówka taka przez cały miesiąc ponosi jakieś koszty (prąd, wynajem biura, zakwaterowanie pracowników ich wynagrodzenia etc) i po podliczeniu tych kosztów wystawia H&M w Szwecji rachunek, co z kolei H&M niezwłocznie pokrywa.

Placówka ta nie ma żadnych dochodów, nie dlatego, że ci krwiożerczy krwiopijcy z H&M prowadzą politykę niepłacenia podatków krajom trzeciego świata, ale dlatego, że pokrywa jedynie koszty swojej placówki w Bangladeszu. Tak więc po uregulowaniu wszystkich rachunków, nie pozostaje już żadna kwota, którą można by opodatkować.

Moje pytanie brzmi. Czy H&M rzeczywiście unika płacenia podatków w Bangladeszu?

Nie unika płacenia podatków, ale nie dlatego że jest krwiożerczym krwiopijcą, tylko dlatego, że w Bangladeszu ponosi jedynie koszty realizacji zamówienia. Nie ma tam żadnych dochodów.

Nie jest to też jakaś sprytna strategia unikania płacenia podatków, a jedynie normalny tok prowadzenia interesów z dostawcą.

A teraz załóżmy, że ta wybudowana przez bezczelnego przedsiębiorcę na mokradłach, za łapówkę bądź też kupiona po bardzo okazyjnej cenie (do czego komu może się przydać taka beznadziejna działka, na takim beznadziejnym terenie?) fabryka wali się. Bądź też wybucha na jej terenie pożar. Czy H&M ponosi za to odpowiedzialność?

Nie. Gdyż są to jedynie pracownicy bezczelnego przedsiębiorcy w Bangladeszu, który (jak już wcześniej pisałam liczę się z tym, że obnaża to moją ignorancję jeśli chodzi o znajomość prawa Bangladeszu) całkiem możliwe, że nie zna czegoś takiego jak prawo pracy, przepisy BHP ani też prawo budowlane.

Czy H&M i wszyscy, którzy kupują w tej sieci ubrania ponoszą za to odpowiedzialność?

Nie. Ponieważ zadaniem bezczelnego dostawcy, który nie zna czegoś takiego jak przepisy BHP ani prawo budowlane jest jedynie uszyć wszystkie te ciuchy.

Teoretycznie, jeśli w Bangladeszu nie ma czegoś takiego jak przepisy prawa pracy ani prawa budowlanego bądź też w wyniku wszechobecnej korupcji nie są one respektowane, to też nie jest to w gestii odpowiedzialności ani H&M, ani klientów tej sieci, a w gestii rządu Ludowej Republiki Bangladeszu.

To niestety do obowiązków rządu tego kraju należy wprowadzenie takich uregulowań, które będą chronić pracowników przed niewolnictwem XXI wieku.

Owszem. Wiadomo jak to jest kiedy zasiada się do stołu z potężnym graczem, jakim jest międzynarodowa korporacja. Żądamy 600 000 bluzek i płacimy za to tyle. Jeśli się nie zgadzacie, to poszukamy innego dostawcy.

Przypomina mi się w tym momencie film, który oglądałam w zeszłym roku i który niejako mnie rozczarował.

Chodzi mi o „Sufrażystkę” Sarah Gavron.

Film ten opowiada historię dojrzewania jednostki do buntu. Główna bohaterka uważa, że jak na kobietę z jej stanu ma się nawet dobrze. Żyje w skrajnej biedzie, pracuje w nieludzkich warunkach ponad siły. Ale kiedy rozejrzymy się dookoła, widzimy, że rzeczywiście jej los mógł być dużo okrutniejszy.

Jak jednak wiadomo, dopóki cały czas żyjesz według założonego przez kogoś wzorca, nie możesz się przekonać, że gdzieś indziej może być inny świat.

Ten inny świat zwiastują nowe znajome Maud z Ruchu Sufrażystek, które twierdzą, że jeśli same nie wywalczą sobie takich samych praw jak mężczyźni, to nikt ich im nie da.

Mimo wielu okrutnych scen w filmie należy się liczyć z faktem, że w rzeczywistości sytuacja kobiet pracujących w XIX wieku wyglądała dużo gorzej niż to przedstawiono w filmie.

I czasami mam wrażenie, że w przypadku tak zwanych krajów trzeciego świata zapomina się o tym.

Jeszcze inna ciekawostka. Pewien brytyjski miliarder Mohammed Ibrahim postanowił przyznawać nagrodę w wysokości 5 mln dolarów dla afrykańskich przywódców wolnych od korupcji. Niestety okazało się, że żaden z przywódców nie zasłużył na tę nagrodę, ponieważ żadnemu z przywódców nie chciało się zmieniać praw i układów panujących w Afryce od wieków.

No ale co mnie tak naprawdę w tym filmie wkurzyło?

To że narratorzy wykazali się ogromną ignorancją jeśli chodzi o podawanie prawdziwych przyczyn zaistniałej sytuacji.

Świat niestety nie jest czarno-biały i nie składa się tylko i wyłącznie ze złych i krwiożerczych korporacji dążących do maksymalizacji zysków i biednych szwaczy w Bangladeszu, którzy są przez tę krwiożerczą korporację bezwzględnie wykorzystywani.

Dlatego też nie uśmiecham się z przekąsem kiedy Pani Dyrektor z H&M mówi że na miejsce w fabrykach przyjeżdżają audytorzy, którzy kontrolują warunki pracy szwaczy.

Niestety do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i zmienić to od środka, gdyż w tym wypadku żądanie zmiany rzeczywistości od zewnątrz może przynieść tylko odwrotne skutki.

Ale tak jak zawsze powtarzam. To jest tylko moje zdanie wychowanej, z perspektywy Bangladeszu, w bogatym państwie, w które nigdy nie zrozumie prawdziwej biedy (albo przeszło ją już dawno temu i samo sobie z nią poradziło), z którym oczywiście nikt nie musi się zgadzać.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>