D – jak „design”, O – jak „outfit”, V – jak „vintage”

A więc (chociaż zawsze mi powtarzano, że zdania nie zaczyna się od „a więc”, ja jednak zacznę od „a więc”, ponieważ jest to nawiązanie do tytułu tego wpisu), dzisiejszy wpis sponsorują literki „D”, „O” i „V”.

No to od początku i po kolei.

W jednym z wcześniejszych wpisów, poświęconemu korpomowie tudzież anglicyzmom, napisałam, jak to nie znoszę słowa „design”, gdyż swobodnie można je zastąpić polskim słowem „wzór” albo nawet „wzornictwo”.

I co?

Ostatnio odwiedziłam moją przyjaciółkę, jeszcze ze szkoły średniej. Słyszałam, że się wyprowadziła, ale gdzieś mi tam z tyłu głowy siedziało, że cała ta przeprowadzka jest dopiero w fazie projektu.

No i po pierwsze okazało się, że nowe mieszkanie jest już dawno temu wyremontowane, a po drugie, że kumpela z całą rodzinką też już jest przeprowadzona.

Oczywiście moim „ochom” i „achom” nie było końca, tym bardziej, że doskonale pamiętałam, że remont poprzedniego mieszkania trwał przynajmniej kilka miesięcy.

A tu takie zaskoczenie, że aż nie wytrzymałam i te okrutne, snobistyczne, nadęte i puste słowa cisnęły mi się na usta „Ależ ty masz dizajnerskie mieszkanie”.

Kiedy usłyszałam, co właśnie powiedziałam, zamarłam. Chciałam, aby ziemia się pode mną zapadła. Albo zlikwidować moją przyjaciółkę. By w ten sposób jeden, jedyny świadek mojego językoznawczego upadku zniknął z powierzchni ziemi.

No ale umówmy się. Moja przyjaciółka, to ukochana żona swojego męża i ukochana mamusia swojej trzyletniej córeczki, a przede wszystkim uwielbiana przez wszystkich przyjaciółka, gotowa wysłuchiwać w nieskończoność wszystkich, tworzonych między innymi  przeze mnie na poczekaniu, farmazonów.

No więc druga opcja nie wchodziła w grę. Absolutnie!

Pozostało jedynie publiczne ukorzenie się.

Tak. Winnam użycia słowa, które jest tak publicznie przeze mnie ośmieszane, wyszydzane i tępione, i wybitnie świadczy o nieznajomości języka jego użytkownika.

No ale skoro tak wybitny znawca języka ojczystego jak ja (Tak. Dokładnie. To się nazywa właśnie autoironia) również w sytuacji zupełnie swobodnej go użył, świadczy to jednak o tym, że może faktycznie „design” albo też „dizajn” nie ma odpowiednika w języku polskim.

Stanowczo się z tym jednak nie zgadzam. Mogłam zwyczajnie powiedzieć „Ależ Ty masz genialnie zaprojektowane mieszkanie”. Wyszłoby na to samo, a i komplement byłby dużo trafniejszy.

Tak. Zdaję sobie sprawę, że człowiek jest istotą z natury leniwą i dużo łatwiej jest powiedzieć „Ależ to jest dizajnerskie”, zamiast „Ależ to jest dobrze zaprojektowane” lub „Ależ to ma doskonałe wzornictwo” bądź też (co czasami bywa nawet bardziej trafne) „innowacyjnie zaprojektowane”. Bo takie są przecież „dizajnerskie gadżety”.

Fuuj. Czy wiecie, że w internetowym słowniku Ponsa „gadget” z angielskiego jest tłumaczony na polski jako „gadżet”, a z angielskiego na niemiecki jako „sprzęt” = „Gerät”? Wygląda na to, że nawet Niemcy są dużo bardziej purystyczni wobec swojego języka ojczystego niż Polacy.

Atak z innej beczki. Czy ktoś zauważył, że o ile o języku polskim zawsze się mówi jako o „ojczystym”, to w każdym innym języku jest on językiem „matczynym” („mother language” „Muttersprache” i nawet moja koleżanka, rodowita Finka, też twierdzi, że w jej języku, fiński to język „matczyny”, a nie „ojczysty”)?

Ale myślę, że to już temat na zupełnie inny wpis ;)

Wracając do rzeczy. Tak. Też jestem leniem śmierdzącym, który też zaśmieca swój wspaniały język ojczysty. Ale i tak zawsze będę uważać, że coś jest na pewno lepiej „zaprojektowane” i ma dużo lepsze „wzornictwo”  niż jest  ”dizajnerskie”.

Przechodzimy do literki O jak „outfit”.

Ostatnio przeglądając różne magazyny poświęcone modzie (tak, mimo że moja mama utworzyła nowe pojęcie na określenie mojego stylu ubierania się, czyli szmodring – po śląsku szmoder, to ktoś niechlujnie ubrany – i moda to ostatnia rzecz do której się uciekam, to jednak zdarza mi się takie magazyny przeglądać) i spotkałam się z takim pojęciem jak właśnie „outfit”.

No wiadomo, że ja stara, że niedouczona, że nie na czasie, więc sprawdzam, co to właściwie znaczy.

I co się okazuje. Że nawet mój ulubiony internetowy słownik Ponsa „outfit” tłumaczy jako „zestaw” albo „komplet”. I wybaczcie mi, ale moje pytanie osoby starej, niedouczonej i absolutnie nie na czasie brzmi: po co zangielszczać coś, co od wieków funkcjonuje w języku ojczystym?

Nie wydaje mi się żeby „outfit biurowy” tudzież „outfit szkolny” był bardziej trafny niż „zestaw biurowy” albo „zestaw szkolny”. Wydaje mi się nawet, że zestaw brzmi przede wszystkim dużo mniej protekcjonalnie i dużo mniej pretensjonalnie niż „outfit”. Ale może o to właśnie chodzi. Że w ten sposób jest to bardziej  szpanerskie i dizajnerskie, niż taki nasz swojski „zestaw”?

Nie mnie, czyli starej, niedouczonej i nie na czasie, osobie to oceniać.

No i w końcu przechodzimy do V  jak „vintage”.

Wielokrotnie słyszałam, że coś jest w stylu „vintage” i jakoś nigdy nie potrafiłam uchwycić istoty tego stylu. Określenie to wydawać się mogło być zarezerwowanym dla starych fasonów z poprzednich epok, a jednocześnie na mojej ulubionej bluzie z kapturem widnieje duży napis „Cool Vintage”.

No więc zgłupiałam i z tym całym „wintedżem” dałam sobie spokój.

I nagle olśnienie. Oglądam sobie „Praktykanta” z Robertem de Niro i Anne Hathaway, swoją drogą bardzo ciepłym i przyjemnym filmie, pokazującym różnice między pokoleniami, i nagle pada moje ulubione, rozkminiane już od dłuższego czasu słowo „wintedż”. W napisie u dołu ekranu widniej jego tłumaczenie jako „klasyka”.

Niemożliwe. To nie może być. Czyżby to słowo było tak blisko, i było tak łatwe do rozłożenia na czynniki pierwsze, na które nie trzeba go było nawet rozkładać? Naprawdę wystarczyło to tylko przetłumaczyć? Nie wierzę.

No i tak. Znów pomocny okazał się internetowy słownik Ponsa. Z kolei mój ulubiony papierowy, żółty Langenscheidt tłumaczy to jako „rocznik winobrania”, „klasyczny”, „znakomity”.

W jednej chwili wszystkie te odłamki ułożyły się w logiczną całość. „Vintage” czyli klasyka. Bo takie są i stare fasony, znaczy się w znakomitym gatunku, który stał się klasyką i taka też jest moja ulubiona bluza z kapturem. W znakomitym gatunku i o klasycznym fasonie (ulicznej bluzy z kapturem oczywiście ;) ).

Nie wiem czy się bardzo zbłaźniłam tymi wszystkimi olśnieniami, które zapewne większości są doskonale znane. Ale chodzi mi o jedną rzecz. O której zresztą piszę od samego początku.

Po co używać anglicyzmów, kiedy w języku polskim mamy doskonałe, a kto wie czy nie nawet trafniejsze odpowiedniki? Które są na pewno dużo mniej pretensjonalne i protekcjonalne ;)

Ostatnie dwa słowa to moje ulubione, ponieważ nagminnie są mylone i używane w nieprawidłowym znaczeniu.

Kto wie. Może któraś z tych osób w dizajnerskim outficie nareszcie zrozumie na czym to prawidłowe użycie polega? ;)

Ps. A może jednak „design” to zwykły „fason”?

 

 

2 comments on “D – jak „design”, O – jak „outfit”, V – jak „vintage”
  1. Bardzo fajny artykuł!

    Mam podobny problem: mieszkamy w Niemczech, gdzie anglicyzmów jest masa. Moja córka ma w gimnazjum Polski. W pracy domowej użyła słowa „outfit”, chociaż ja wolałem „wygląd”, „ubiór”czy „strój”.
    Polonistka sprawdziła tę pracę domową i… nie zakwestionowała słowa „outfit”!!! A ono aż gryzie mnie w oczy!!! W żadnym słowniku języka polskiego nie mogę tego słowa znaleźć – a w słownikach Niemieckiego widnieje… I tak oto do Polski trafia anglicyzm tranzytem przez Niemcy – oto jaka piękna globalizacja (… a Polacy nie gęsi i swój język mają…)

    • Dziękuję za komplement :)

      Niestety tak to jest już z tymi makaronizmami, że się rozprzestrzeniają tylko wtedy, kiedy stają się przez wszystkich akceptowalne. Myślę, że tego niestety nie da się już zmienić. Szkoda tylko, że powodują zanikanie polskich odpowiedników bądź też zmianę ich znaczenia. Moim zdaniem kreacja brzmiałaby dużo lepiej niż outfit ;)

Odpowiedz na „KorpohumanistkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>