O kosztach reprezentacji – subiektywnie

TVN. 20:55. Singielka. To już mój codzienny rytuał.

11825009_520415314773992_1243691401681129174_n

Nie tylko dlatego, że choć jestem od kilku już lat „zajęta”, to nadal nie potrafię wyjść z tego singielkowstwa.

Także nie dlatego, że mama Elki do złudzenia przypomina zachowanie mojej mamy, bez przerwy próbującej ingerować w życie głównej bohaterki, choć i tak wszyscy wiemy, że robi to jedynie dla jej dobra. A i tak wszyscy widzimy, że skutki tej ingerencji bywają opłakane.

623538.1

I także nie dlatego że siostra Elki z pozoru jest chodzącym ideałem, podobnie jak moja siostra :P

623552.1

W jednym z ostatnich odcinków Andrzej, czyli filmowy księgowy, próbował zaprosić Monikę, czyli recepcjonistkę redakcji „Co tam”, na coś bardzo wyjątkowego. Niestety nie był to ani wymarzony przez Monikę bal, ani nawet kolacja.

006

Był to coroczny audyt, czyli zwyczajne przygotowanie sprawozdania finansowego. Widząc  przerażoną minę Moniki, Andrzej ma jedną wymówkę. Monika nie zdaje sobie sprawy co to za piękne uczucie, kiedy okazuje się, że wszystkie koszty i przychody zgadzają się co do grosika.

Po tej scenie stwierdziłam, że chyba jestem zboczona, ale ja też znam to uczucie. I wiem, że naprawdę nic nie jest w stanie go zastąpić.

Niestety księgowe tak mają :P

No ale przejdźmy dalej do serialu. Andrzej z Moniką sprawdzają wydatki i okazuje się że wypływ gotówki z kasy jest wyższy niż udokumentowane zakupy i Andrzej zaczyna się powoli irytować.

W końcu okazuje się, że to Monika kupiła za 14 zł jakieś farbki dla chrześniaka. Andrzej irytuje się jeszcze bardziej, więc Monika wyciąga z portfela 14 zł i oddaje je Andrzejowi, na co ten tłumaczy jej, że przecież tak się tego nie da zrobić.

Wtedy Monika się wkurza i nazywa Andrzeja służbistą.

A jak to wygląda z perspektywy księgowego?

Otóż każdy wyciąg bankowy bądź też raport kasowy, musi być zaksięgowany w systemie. Taki wyciąg w postaci papierowej jest też dokumentem, który musi być przechowany przez ściśle określony czas, ażeby w razie jakiejkolwiek kontroli mógł zostać sprawdzony.

Wszystkie wpływy i wypływy muszą być również ściśle udokumentowane w postaci faktur bądź też rozliczeń, pod które również podpięte muszą być faktury dokumentujące te wpływy i wypływy.

A zatem, w teorii, żaden wypływ i żaden wpływ żadnemu księgowemu nie umknie. Wszystkie wpływy i wypływy muszą się zgadzać co do grosika. Muszą. Nie ma bata.

Tak więc w tym przypadku, w teorii, wystarczyłoby, ażeby Monika podała Andrzejowi fakturkę, która dokumentowałaby zakup tych farbek. I wtedy wszystkie wydatki by się zgadzały.

Również Andrzej mógłby, w teorii, przedstawić zakup farbek, jako wydatek stanowiący koszty uzyskania przychodów, gdyż wiadomo, że w redakcji takie rzeczy mogą być jak najbardziej potrzebne.

I sprawa załatwiona.

Niestety nie w tym serialu.

Monika prawdopodobnie nie miała tej fakturki, więc Andrzej musiał wrzucić te 14 zł w jakieś straty nadzwyczajne i musiał też niestety zawiadomić zarząd skąd się te straty nadzwyczajne wzięły, ponieważ, jak powszechnie wszystkim księgowym wiadomo, w raportowaniu finansowym nic takiego nie da się ukryć, gdyż wszystko musi się zgadzać co do grosza.

A wystarczyło tylko dostarczyć tę nieszczęsną fakturkę…

I na przykład wrzucić ją w tak zwane koszty reprezentacji.

No właśnie moje ulubione koszty. Niestanowiące kosztów uzyskania przychodów, czyli tak zwane enkupy.

Kiedyś kumpel mnie rozwalił stwierdzeniem, że wydrukowanie specjalnych podziękowań na swojej pracy doktorskiej (humanistycznej dodajmy) wrzuci zwyczajnie w koszty reprezentacji, co przypieczętował oczywiście głośnym rechotem, któremu zawtórowały podobne rechoty reszty towarzystwa.

Może jednak wytłumaczmy co to są w ogóle te koszty reprezentacji?

W dużym skrócie, są to koszty, które przy obliczaniu podatku dochodowego „wyrzuca się” z kosztów uzyskania przychodów, a zatem są to koszty, które zwiększają podstawę opodatkowania, a co za tym idzie, nie zmniejszają podatku.

Krótko mówiąc, ktoś kto bezmyślnie wrzuca jakieś swoje zachcianki, mające oczywiście znamiona okazałości, według słownikowej definicji reprezentacji (wiem, wiem, też znam te wyroki sądowe, które sobie wzajemnie zaprzeczają ;) ), jest skończonym matołem.

I taki też miał być początkowo tytuł tego wpisu.

Dlaczego bezmyślnie wrzucając coś w koszty reprezentacji okazujesz się skończonym matołem.

Bardzo przepraszam za ten nagły wypływ frustracji, ale kiedy słyszę tego typu rozmowy w stylu „wrzuć to w koszty reprezentacji”, to zęby mnie bolą.

Swoją drogą nie raz i nie dwa miałam do czynienia z generowaniem dodatkowych kosztów, tylko po to by zmniejszyć podstawę opodatkowania, a co za tym idzie zmniejszyć też sam podatek.

Małe piwo, jeśli były to dodatkowe materiały, które w późniejszym czasie faktycznie mogą się przydać.

Ale kiedy widzi się bezzasadne generowanie kosztów tylko po to, żeby nie płacić podatku, z którego teoretycznie wszyscy możemy korzystać pod postacią darmowej edukacji, darmowej służby zdrowia, budowy nowych dróg, remontów kamienic i innych takich rzeczy (wiem, że prawdopodobnie brzmi to ironicznie, ale weźmy pod uwagę, że mimo wszystko to pieniądze z naszych podatków to wszystko finansują i jeśli faktycznie wszyscy robią wszystko, żeby zapłacić państwu jak najmniej, to potem nie ma się co dziwić, że funkcjonuje ono tak jak funkcjonuje), to też mnie zęby bolą.

Może faktycznie jestem zboczona, że nie widzę aparatu państwowego, jako bandy złodziei, którzy, jak śpiewa Grabarz, chcą mnie zrobić w ch…

Trochę mnie przeraża ten ostatni teatrzyk, bo przecież cały świat w głównym aktorze tej sztuki zawsze będzie widział bohatera, który doprowadził do upadku żelaznej kurtyny, a całe to zamieszanie przypomina mi kawał o diabłach, którzy nie byli potrzebni przy gotowaniu Polaków, bo przecież, kiedy któryś próbował  się wybić z kotła, to i tak reszta zawsze ściągała go  w dół.

No więc czasami może warto się zastanowić czy naprawdę warto (mówię tu oczywiście o działalności gospodarczej) kupować kolejną niepotrzebną rzecz, tylko po to, żeby nie zapłacić podatku, bo de facto, czasami zapłacenie podatku opłaca się bardziej niż jakieś kolejne bezsensowne zakupy.

No ale tak jak piszę od początku, są to takie moje prywatne przemyślenia, które zapewne nie mają nic wspólnego z twardym kapitalizmem, przedsiębiorczością i przebojowością, więc proszę tego nie brać na serio.

2 comments on “O kosztach reprezentacji – subiektywnie
  1. Ten serial jest niebezpiecznie uzależniający, znam jeszcze 2 osoby (plus ja), które nie mogą przestać go oglądać, chociaż nie lubią ani jednej postaci itp.;)

    • No cóż. Ja lubię praktycznie każdą postać, ponieważ prawie każdą z nich jestem w stanie zrozumieć (o czymkolwiek to świadczy ;) ). Ale tendencja jest w sumie taka sama :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>