Dlaczego nie trawię mężczyzn, którzy kochają zołzy.

„Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie kiedy jestem najlepsza”.

Tak zwykła podobno mawiać Marylin Monroe. Jedna z najtrudniejszych kobiet świata, o której sir Laurence Olivier powiedział kiedyś „To najgłupsza, najbardziej skoncentrowana na sobie i zgryźliwa dziwka, jaką kiedykolwiek spotkałem”.

Dziś, kiedy można przeczytać niezliczoną ilość biografii Marylin Monroe, i kiedy wiemy, że była kobietą o wielu twarzach, którą ciężko było zrozumieć nawet najbliższym, zdajemy sobie sprawę, że autorką tych słów nie jest rozkapryszona gwiazda, która w ten sposób usprawiedliwia swoją humorzastość i zmienność nastrojów, ale nieszczęśliwa osoba, postrzegana jedynie przez pryzmat słodkiego, głupiego kobieciątka, i której nikt nie chciał tak naprawdę poznać, przekonać się  jaka była naprawdę.

Wszyscy też wiemy, że miała trudne dzieciństwo, że wędrowała od jednej rodziny zastępczej do drugiej, że nie miała żadnych przyjaciół, że zawsze traktowana była przedmiotowo, co spowodowało chwiejność i niestabilność emocjonalną w dorosłym życiu.

I że najbardziej w życiu przeszkadzało jej bycie postrzeganą jako głupią, seksowną blondynkę, której jedynym celem życie jest zdobycie faceta, najlepiej milionera, który będzie jej przynosił brylanty na śniadanie, gdyż „Brylant to najlepszy przyjaciel dziewczyny”.

Jakimś jednak dziwnym sposobem, słowa przywołane na początku tekstu, zostały wyjęte z kontekstu i zamiast jako wołanie o zrozumienie, dla nieszczęśliwego człowieka, stają się mottem tak zwanych zołz.

Kim jest zołza?

„Kobieta, jaką opisuję, ma życzliwe usposobienie, a jednocześnie jest silna. Ma siłę, która przejawia się bardzo subtelnie. Taka kobieta nie rezygnuje z własnego życia i nie ugania się za mężczyznami. Nie pozwala, żeby mężczyzna myślał, że ma ją w garści. I umie postawić na swoim, gdy on się zagalopuje. ”

No więc hmm… Czyżby opisywane było tu 99% kobiet które znam? Bo ten jeden procent zarezerwowany został tylko i wyłącznie na wierne czytelniczki pani Sherry Argov.

Przeczytałam ten poradnik po tym jak gorąco zaczęła mi go polecać jedna z moich dobrych koleżanek i nie wiem czym on ją tak bardzo zafascynował, bo zawsze była silną kobietą, która zawsze potrafiła postawić na swoim i prawdopodobnie przez ten silny charakter nie potrafiła znaleźć odpowiedniego faceta, a nie dlatego że była tak zwaną „grzeczną dziewczynką”.

Nie będę tu opisywać jak wiele łez śmiechu wywołał we mnie ten poradniczek, bo miałam dziwne wrażenie, że przedstawia on życiowe prawdy proste jak konstrukcja cepa, truizmy, z których wszyscy zdają sobie sprawę, że wręcz zaczęłam się zastanawiać  nad tym czy czasami  moich  koleżanek  nie dopadła jakaś zbiorowa hipnoza, dzięki której Pani Sherry Argov wzniesiona została na wyżyny kobiecego uwielbienia i zatwierdzona jako guru relacji damsko-męskich.

A potem zaczęłam się zastanawiać nad czymś innym.

Każda dziewczyna zawsze marzy o takim niegrzecznym chłopcu, który uwiedzie ją zwierzęcym, magnetycznym urokiem, zawiedzie na koniec świata, pozbawi wszelkich romantycznych złudzeń, a następnie porzuci, by gonić za następną namiętnością.

Bo zawsze się wydaje, że za tajemniczym, nieprzystępnym kolesiem kryje się tajemnica, którą rozwikłać może tylko kobieta, kochająca takiego kolesia czystą, nieskalaną miłością, powodującą jego odmianę.

Zupełnie jak w baśni o pięknej i bestii, gdzie piękna udowadniając bestii swą miłość czystym pocałunkiem, doprowadza do odczynienia złego czaru i bestia z miejsca zmienia się w pięknego i majętnego księcia.

Problem w tym, że w życiu tak nie jest. Zimny drań dzięki czystej, nieskalanej miłości nie zmieni się w pięknego i dobrego królewicza, tylko będzie taką biedną dziewczynę wykorzystywał pod względem finansowym, emocjonalnym i intelektualnym, a kiedy zobaczy, że już nic więcej z tego nie będzie mieć, beznamiętnie ją porzuci i zacznie się rozglądać za kolejną ofiarą.

No ale co ma do tego Pani Argov?

Pani Argov chce Ci wmówić grzeczna, biedna, służalcza, dostępna w każdej chwili dziewczynko, że to że zawsze jesteś porzucana przez faceta, który był tym Twoim wymarzonym księciem z bajki, to nie dlatego, że to nie był ten jedyny wybrany, dograny charakterem, temperamentem, zainteresowaniami, który na tyle Cię rozumiał, że wiedział skąd się biorą Twoje obawy, powodujące dziwne zachowania, że był w stanie na nie odpowiednio zareagować, bo wiedział, że to nie humorzastość spowodowana napięciem przedmiesiączkowym czy też brakiem seksu, tylko reakcją na pewną akcję. Nie droga grzeczna dziewczynko. Wszystko to jest spowodowane tym, że nie rozumiesz mężczyzn, którzy chcą się ciągle bawić w kotka i myszkę (bo po co łapać króliczka, kiedy tak fajnie się go goni), za wcześnie wykładasz wszystkie karty, jesteś desperatką, która chce mieć faceta już w tej chwili, i która dla posiadania faceta jest w stanie zrobić wszystko.

Inny problem, że prowadzi to do nieco opacznego zrozumienia relacji międzyludzkich. Czytelniczka Pani Argov staje się nagle kobietą oświeconą. Już wie dlaczego nie mogła znaleźć mężczyzny. Była zwyczajnie zbyt grzeczna, więc teraz grzeczna być przestanie, nawet jeśli wcześniej nigdy też specjalnie grzecznością nie grzeszyła.

Na każdym kroku więc okazuje swą pewność siebie, tym samym okazując pogardę innym, bo przecież nie znasz dnia ani godziny, w której ten jeden jedyny się objawi. Trzeba więc być przygotowaną na każdą okazję, na każdym kroku podkreślać, jak bardzo jestem samodzielna i niezależna i jak bardzo mi nie zależy na innych ludziach.

Niestety tak się składa, że niektórych kolesi takie zachowania kręcą. Ponieważ jeśli ktoś nie ma dobrze ukształtowanego kręgosłupa, będzie sądził, że zachowania innych też są podyktowane odpowiednimi, czasami nawet nie uświadamianymi sobie instynktami i słabościami i takie zabawy w manipulacje będą bardzo im odpowiadać.

Więc jeśli panna zainteresowana jest spędzeniem reszty życia z manipulatorem, doskonale wyczuwającym ludzkie słabości i na nich bazujący, to bardzo proszę. Jest to idealny sposób na znalezienie swojej drugiej połówki. Jeśli natomiast nie jest taką osobą naprawdę, to żadne wskazówki Pani Argov nie pomogą. Co najwyżej totalnie zniechęcą do takiej panny takie osoby jak ja, które alergicznie reagują na osoby, pokazujące jak wiele mają do powiedzenia na każdy temat, zamiast powiedzieć coś do rzeczy. Które ciągle mówią o tym jak wiele znaczą, zamiast jakimś wartościowym czynem to potwierdzić.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Tylko jeśli do końca wiesz kim jesteś i jesteś do końca świadoma swoich mocnych stron, których nie musisz podkreślać w każdej sytuacji (dla innych może to być naprawdę cholernie męczące), wystarczy że nimi dysponujesz i wykazujesz pełne zrozumienie swoich słabości, wiesz skąd się biorą, czyli zwyczajnie jesteś w stanie wytrzymać sama z sobą i nie potrzebuje drugiej osoby, która będzie lekiem dla Twoich kompleksów, tylko wówczas masz szansę znaleźć swoją idealną drugą połowę.

I wtedy już wszystkie porady Pani Argov będą budziły tylko i wyłącznie politowanie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>