Nieprzebojowa przebojowość

Jest taka scena w Poradniku pozytywnego myślenia Davida O. Russela, w której Pat Solitano, grany przez Bradleya Coopera wraca do domu po przegranym meczu Philadelphia Eagles, na który jego ojciec, grany zresztą przez Roberta de Niro postawił olbrzymią sumę pieniędzy.

Pat podczas meczu zdążył się jeszcze wdać się w bójkę, co biorąc pod uwagę, że niedawno wrócił ze szpitala psychiatrycznego, nie oznacza dla niego nic dobrego.

W tym momencie w środek awantury wpada Tiffany Maxwel, którą gra Jennifer Lawrence, oburzona faktem, że Pat nie zjawił się na próbie tanecznej jak wcześniej obiecywał.

Co robi Tiffany? Najpierw ochrzania Pata, że nie stawił się na próbie. A potem bierze „za mordę” ojca Pata i zmusza go do przyjęcia zakładu, w którym Philadelphia Eagles wygrywają kolejny mecz, jeśli Pat weźmie udział w konkursie tanecznym.

Dlaczego Tiffany jest tu tak skuteczna w wymuszaniu swoich racji (czyli przekonaniu rodziny Pata, ażeby wziął on udział w konkursie tanecznym)? Nie stara się przekonywać poszczególnych członków do zmiany zdania (przypominam: zanim Tiffany wparzyła do domu rodziny Solitano, na naszych oczach rozgrywała się tam grecka tragedia, w której ojciec stracił w zakładzie pieniądze, a syn, którego wysłał na mecz by móc się z nim zbliżyć, wdał się w niepotrzebną bójkę), tylko w mig dokonuje rozpoznania sytuacji i wmawia Patowi Seniorowi, że jego ulubiona drużyna może kolejny mecz wygrać tylko wtedy, kiedy jego syn weźmie udział w konkursie tanecznym.

Czy Tiffany jest tu przebojowa?

Przytoczę tu definicję słowa „przebojowość”, z internetowego Słownika Języka Polskiego PWN.

Przebojowy to:

1. «będący przebojem muzycznym»
2. «cieszący się ogromną popularnością»
3. «idący przebojem, odważny»
4. «przełomowy, łamiący utarte kanony»
Wykluczmy od razu dwa pierwsze znaczenia, gdyż postać Tiffany nie ma nic wspólnego z przebojem muzycznym i chociaż Jennifer Lawrence cieszy się ogromną popularnością, to w filmie nie odgrywa roli celebrytki.
A więc pozostają nam dwa następne znaczenia:
- „idący przebojem, odważny”. O tak zdecydowanie. Tiffany wparza do domu rodziny Solitano niemal wywarzając drzwi i z miejsca opieprza swego niedoszłego partnera tanecznego.  Jest więc albo odważna, albo też jest tak skupiona na celu, który zamierza osiągnąć, że nie widzi nikogo ani niczego, tylko trafia prosto w punkt będący źródłem jej złości (jak Pat śmiał nie przyjść na próbę skoro jej to obiecał – skłaniam się raczej do tego drugiego punktu widzenia).
- „przełomowy, łamiący utarte kanony” . To chyba definicja tej sceny. Trafienie w punkt. Bynajmniej nie czuły. Całkowite zrozumienie motywów kierujących drugą osobą i przestawienie jej sposobu myślenia za pomocą jej własnych struktur myślowych.
Tiffany nie zmusza całego towarzystwa zgromadzonego w domu rodzinnym Solitano do zwrócenia uwagi na siebie. Nie mówi swoim zachowaniem „Halo. tu jestem. Czy ktoś mógłby się oderwać od swoich zajęć i zauważyć, że tu jestem?”, tylko wbija się w środek sytuacji, rozbija ją na czynniki pierwsze i układa te czynniki według własnego uznania.
Ona nie ma wyczucia sytuacji. Ona kreuje sytuację.
To jest właśnie coś czego brakuje mi w obecnych stosunkach międzyludzkich. Mam wrażenie, że przebojowość jest zupełnie opacznie rozumiana. Nie jako zdolność rozbijania sytuacji na czynniki pierwsze i układania tych czynników w zupełnie nowe układy odniesienia, ale nachalne narzucanie się ze swoją własną osobą.
W każdym poradniku dotyczącym podwyższenia samooceny omawiane są różne techniki z cyklu jak przekonać swojego rozmówcę do swojej osoby.
Ciągle nawołuje się do tego, by mówić o sobie pozytywnie, by na każdym kroku podkreślać własne zalety, własne poglądy, tak aby wszyscy wokół zauważyli, że w ogóle istniejemy.
Zabawne, że jakoś nikt nie zwrócił uwagi na prosty fakt, że jeśli nie ma się nic do powiedzenia albo, co gorsza, ma się do powiedzenia jedno zdanie, które mieli się na wszelkie sposoby i przekłada słowa, przekształca struktury gramatyczne, używa się synonimów tych samych słów, jednym zdaniem leje się wodę przez kilka godzin nie wychodząc poza obręb jednego zdania, to nie świadczy to o przebojowości, tylko zwyczajnie o ograniczeniu umysłowym osoby, która poza obręb tego jednego zdania nie potrafi wyjść
A co niektórzy znawcy tematu uznają to za elokwencję.
Jeszcze inna sprawa, że we współczesnym wyścigu szczurów, panuje wręcz gloryfikacja narzucania własnej osoby tudzież własnego zdania całej grupie i osoba, która potrafi narzucić własne zdanie większej grupie ludzi, postrzegana jest zazwyczaj jako ta najbardziej przebojowa (nawet jeśli w tej większej grupie ludzi, znajdzie się indywidualność, która nie zgadza się z większością, ale po prostu nie chce się temu sprzeciwiać, gdyż zaraz zostanie przekrzyczana albo zwyczajnie przedrzeźniona przez resztę).
Mogłabym przytoczyć niejedną sytuację, kiedy ktoś przerwał moją wypowiedź zdaniem zupełnie bez kontekstu, co spowodowało jakiś dziwny grymas na mojej twarzy, co następnie stawało się pożywką do kpiny, gdyż wypowiedź tej osoby była tak głupia, że wytrąciła mnie z toku myślowego. Oczywiście nietrudno się domyślić, kto został uznany za kogoś niezwykle „przebojowego”.
W ogóle nietrudno wytrącić mnie z równowagi, zdenerwować. Zastanawia mnie jednak dlaczego niektórym sprawia to przyjemność. Powiedzieć kilka bzdur niezwiązanych z tematem, sytuacją, pocisnąć kilka pierdół, wytrącić kogoś z równowagi, poirytować kogoś chamskim zachowaniem… Coraz częściej wydaje mi się, że to są właśnie wyznaczniki przebojowości.
Nikt nie chce słuchać drugiej osoby, poznać ją, zrozumieć. Ważne jest tylko to, żeby przegadać tę drugą osobę na każdym kroku, nie dopuścić jej do głosu, pokazać , że uważa się drugą osobę za kogoś nieważnego, nieistotnego.
Ciekawe, że nikt nie bierze pod uwagę, że nie każdy chce się od razu narzucać ze swoją osobą. Że niektórzy zdają sobie sprawę, że nie każde zachowanie wzbudza powszechną aprobatę, więc zachowują swój świat dla siebie i ujawniają go tylko przy bardzo sprzyjających okolicznościach, kiedy czują się na tyle pewnie, że mogą się ze swoimi przekonaniami ujawnić.
Bo moim zdaniem przebojowość, to właśnie zrozumienie drugiej osoby, przeniknięcie jej na wskroś, dostosowanie się do niej, a nie afiszowanie się ze swoją osobą i demonstrowanie swoich zalet (czasami zresztą całkiem wątpliwych, gdyż jak wiadomo punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia).
No i na koniec może jeszcze zdanie podsumowujące, bo już chyba tradycją stało się, że wychodzi mi zawsze coś zupełnie innego niż zamierzałam (co zresztą też mnie irytuje i denerwuje i pewnie kilka osób wprawi to w bardzo dobry humor :P).
Każdy chyba najlepiej się czuje wśród ludzi, wśród których odczuwa pełną akceptację i szacunek i do takich ludzi właśnie sam żywi szacunek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>